piątek, 29 marca 2019

Kolorowanki dla dzieci. Jak było kiedyś i jak jest obecnie.

Kolorowanki dla dzieci. Jak było kiedyś i jak jest obecnie. 
Pierwszy to genealog :-).












Dawniej i teraz.


"Fundamentem kultury chłopskiej było, zdaniem Mencwela, samodzielne gospodarstwo kmiece. Historyk zdaje sobie sprawę ze złożonej struktury społecznej funkcjonującej na dawnej wsi polskiej, gdzie już od średniowiecza żyli obok siebie: kmieciezagrodnicy (właściciele chaty z małym podwórkiem i zabudowaniami gospodarczymi, czasami też ogrodu i małego skrawka pola), chałupnicy (pozbawieni domu i pola pracownicy najemni) i komornicy (mieszkający u bogatych gospodarzy lub w zabudowaniach folwarku szlacheckiego najemni pracownicy, którzy za kąt do spania odpłacali pracą lub oddawali część zarobku). 
To właśnie samodzielni gospodarze, chociaż liczbowo nie dominowali, to zawsze stanowili wzorzec społeczny i kulturowy. Do ich pozycji materialnej, socjalnej i symbolicznej (elita wsi) aspirowali pozostali chłopi z niższych szczebli wiejskiej drabiny społecznej."
"Ich stosunek do ziemi był praktyczny. To ona zapewniała samodzielnym gospodarzom niezależność oraz pozwalała własną pracą wziąć odpowiedzialność za los i utrzymanie swoje i swojej rodziny."



"Kultura chłopska była kulturą wspólnotowości i budowania trwałych relacji przekraczających nie tylko rodzinę nuklearną, lecz także wielopokoleniową. Zdaniem profesora Mencwela potwierdza to choćby rozbudowana terminologia krewniacza obejmująca blisko 60 terminów. Jedynie znawcy odróżniają dzisiaj świekrę od teściowej, dziewierza od szwagra, wujnę od stryjny. 
Dzisiaj małżeństwo to związek dwójki osób, gdzie dalsza rodzina obecna jest tylko na weselu. Tymczasem w kulturze chłopskiej małżeństwo oznaczało zawiązanie trwałych relacji i powstanie szerszej wspólnoty obejmującej wspólnoty krewniacze dwóch rodzin. Mencwel używa nawet pojęcia klanowych sojuszy pisząc, że właśnie z takiego pojmowania małżeństwa wynikała rozbudowana, a współcześnie już nieobecna, obyczajowość: zmowin, zrękowin, zdawin, oczepin, przenosin, pokładzin. Wszystkie te rytuały stanowiły społeczne potwierdzenie nowego związku dwóch rodów, z którego dzisiaj pozostał już tylko zwyczaj, że wesele jest momentem, kiedy zaprasza się dalekie ciotki niespotykane nigdzie indziej poza salą weselną."

"Słowo „kultura” pochodzące z łaciny oznacza uprawę i odsyła nas do starożytnego, rzymskiego rolnictwa. Z tego powodu kultura chłopska to przede wszystkim kultura uprawy ziemi. To właśnie stosunek i przywiązanie do ziemi stanowiło oś odchodzącej kultury chłopskiej."

Wieś dzisiaj.


   Obecnie na wsi gdzieniegdzie dzieci nadal pomagają rodzicom w polu, a w wakacje całe rodziny biorą udział w żniwach, ale teraz coraz więcej gospodarstw rolnych jest zmechanizowanych.

Rolnicy są bardziej rolnikami zawodowymi, specjalistami w tej dziedzinie. Dokształcają się, czytają, szperają w internecie, korzystają z różnych nowinek. Są szkoły rolnicze.

Życie na wsi zmieniło się. Jest woda bieżąca, ogrzewanie, kanalizacja. Nie każdy mieszkaniec wsi uprawia ziemię, czy hoduje zwierzęta (krowy, świnie) i utrzymuje się z tego.
Ludzie mieszkają na wsi, ale do pracy dojeżdżają do miast.
Dla wielu domy na wsi są domami letniskowymi, gdzie można uciec od miejskiego zgiełku, poopalać się, zaprosić znajomych, przyjaciół, rodzinę na grilla.

Gdy ktoś rodzi się na wsi to nie znaczy, że tu umrze i jej nie opuści jak było kiedyś. Młodzi uciekają do miast, szukają szczęścia, pracy za granicą.

Gdy brakuje rozrywek można wyjść/jechać do miasta i zabawić się. Można podróżować, latać po świecie.

Na wsiach są wielobranżowe, czy chociaż spożywcze sklepy, są ośrodki zdrowia, apteki, czy punkty apteczne. Gdzieniegdzie przyjmuje weterynarz.

Zmienił się stosunek ludzi do ziemi, do jej uprawy, do przekazywania jej z pokolenia na pokolenie. Młodzi mają inny, swój sposób na życie, są wykształceni, mają nowe możliwości. Nie są już skazani na życie i pracę na wsi.

Dzięki postępowi są samochody, autobusy, pociągi. Dawniej teoretycznie były konie, furmanki, ale mało kogo było na to stać. Przemieszczano się pieszo np. do sąsiedniej wsi do kościoła, albo na targ.

Ja urodziłam się i mieszkam w mieście (dawniej wojewódzkim)  na trasie Poznań - Wrocław. Moi rodzice są z miast (Bydgoszczy i Warszawy). Moja siostra urodziła się w mieście, mieszka na wsi, z której pochodzi jej mąż. Nie uprawia ziemi, nie hoduje zwierząt na mięso, czy żeby sprzedawać mleko. Nie ma fermy kurczaków.
Babcie i dziadków odwiedzałam w miastach (rodzinnych moich rodziców). Część rodzeństwa śp. Czesława Spychalskiego mieszka nadal na wsi, ich dzieci również. Reszta wybrała życie w Bydgoszczy i nie tylko w tym mieście.
Przyznam, że wieś lubię, gdy jestem u kogoś kto prowadzi agroturystykę. Kilka dni na wsi i powrót do miasta. Uwielbiam skanseny, czy pokazy jak kiedyś wyglądało życie na wsi.

Dawniej w Polsce, na wsi.


     Kiedyś życie na wsi było czymś zupełnie innym niż teraz. 2,3 pokolenia mieszkały w jednej chałupie, chacie, czasem wraz ze zwierzętami. Jej wyposażenie było bardzo proste i ubogie. Dla większości uprawa ziemi (swojej, cudzej) to był jedyny sposób - na życie, na przeżycie, na utrzymanie i wykarmienie rodziny - jaki znali. Ciężko pracowali w polu. Żeby nie głodować trzeba było pracować i to od najmłodszych lat. Starsze dzieci zajmowały się młodszymi, pracowały w polu, zbierały jagody, grzyby, młodsze pasły krowy, gęsi.


Traktowano ziemię, jej uprawę jako ojcowiznę, dziedzictwo przyszłych pokoleń. Ziemię, stosunek do niej rodzice przekazywali dzieciom. To budowało silne więzi międzypokoleniowe oraz między światem zmarłych przodków, a jeszcze nienarodzonymi potomkami.

W czasie żniw całe rodziny pracowały od rana do nocy. Maluchy spały gdzieś w cieniu, pod drzewem, reszta miała ręce pełne roboty.
Gdy koło południe było najcieplej robiono przerwę na  odpoczynek, posiłek.
Czasem nocowano na polu by nie tracić czasu.
Wszystkie prace wykonywano ręcznie sierpami, kosami. Nie było kombajnów, snopowiązałek.

Chłopi, rolnicy byli biedni. Jeśli mieli buty to zakładali je w niedzielę, do kościoła. Na co dzień chodzili boso. W polu, po ściernisku również przez co mieli poranione stopy, ale to nie był powód, żeby poleżeć w domu, odczekać aż rany się wygoją, poleniuchować.

Trudny okres zaczynał się, gdy wyczerpywały się zapasy zgromadzone (dla ludzi, zwierząt) na zimę, a nowych jeszcze nie było. Dawniej plony były marne i szybko się kończyły.

Zimą ludzie marzli, chorowali i umierali np. na zapalenie płuc. O grubszych ubraniach, kożuchu to większość mogła pomarzyć.

Ludzie dostosowywali swoje życie do siania i zbierania. Nie podróżowano, niezwykle rzadko opuszczano rodzinną wieś. Nie znano innego życia. Tak żyli ich przodkowie, oni, a potem ich dzieci.

Rodzili się w danej wsi, tu żyli i tu umierali.

Nie mieli zbyt wielu rozrywek i ogrzewania, przez co więcej czasu spędzali ze sobą (a nie przed telewizorem), małżonkowie dogrzewali się nawzajem stąd wielodzietne rodziny.
Dzieci przydawały się do pomocy, do pracy. 

Rany, choroby, zarazy, brud, brak higieny, niedożywienie, głód, komplikacje podczas porodów, wojny zabijały naszych przodków. Kilkaset lat wstecz medycyna nie była tak rozwinięta jak teraz. Nie znano środków opatrunkowych, antybiotyków, nie robiono operacji, nie znano cesarskiego cięcia, nie stosowano witamin, nie było szczepień, środków przeciwbólowych. Ludzie częściej umierali, rzadziej dożywali starości.

Mało kogo było stać by posłać po/do lekarza. Lekarze też musieli z czegoś żyć, mieli rodziny na utrzymaniu, więc raczej nie pomagali za darmo. Dlatego leczono się np. ziołami.

Wyobrażacie sobie takie życie? Bez telefonów, światła, sklepów, szpitali. Bez względu na pogodę (upał, deszcz) trzeba było iść w pole i pracować. A do tego wielu nie umiało pisać, czytać, liczyć. 

     Oczywiście oprócz chłopów, wyrobników była też szlachta żyjąca w dworkach jak z „Pana Tadeusza”. Jeździli po swoich włościach na koniach, które kosztowały więcej niż niejedna wieś. Kilku moich przodków wyjechało do Ameryki, ale większość utrzymywała się z uprawy ziemi.

wtorek, 26 marca 2019

Co ostatnio udało mi się ustalić.

     Kolejne osoby w moim drzewie genealogicznym. 

- 1 -



Kilka ciekawych przykładów:
* różnej pisowni nazwisk (Dembek/Dębek, Wojtynowska/Wojtinowska)
i imion (Franciscus/Franz, Francisca/Franziska)
* błędów jeśli chodzi o nazwiska Kozłowska/Kajlowska, Czerska/Gorska
* no i raczej Marianna, nie Maria (pisałam o tym LINK)


Tę parę (Magdalena Wojtynowska i Antoni Dembek/Dębek) już dosyć dawno temu udało mi się ustalić. Wczoraj trafiłam na informacje odnośnie ich dzieci. 


Dembek: Marta, Alojzy, Agnieszka, Władysław, Marianna, Helena.
Dębek: Jan, Wincenty, Stanisław, Edmund.


- 2 -



Dzieci Jana Latos i Anny Pankanin
(ptg pomorskie towarzystwo genealogiczne):
Leonard, Stanisława, Marianna, Józef, Wanda, Bronisława, Franciszek, Czesława, Wojciech, Zofia, Seweryn.

 - 3 -


i jego druga żona:



Dzieci Franciszka Buczkowskiego i Konstancji Fifelskiej
(geneteka.genealodzy.pl):
Adam, Katarzyna, Jan, Teofil, Angelika/Aniela, Apolinary, Anna, Feliks Bolesław, Wacław, Józef. 


(ptg pomorskie towarzystwo genealogiczne):
Teofil, Angelika/Aniela, Apolinary, Feliks Bolesław, Wacław, Józef. 



Dzieci Michaliny Pasternackiej i Franciszka Buczkowskiego
(geneteka.genealodzy.pl):
Józef, Leokadia, Bolesław, Czesław, Mieczysław, Julian Leon. 


(ptg pomorskie towarzystwo genealogiczne):
Józef, Leokadia, Bolesław, Czesław, Walenty, Mieczysław, Julian Leon, Kazimiera.



- 4 -

W moim drzewie są Wojtynowscy, gdyż Agnieszka Spychalska poślubiła Michała Wojtynowskiego. Jan to ich syn. Nie pożył długo, ale zdążył poślubić Annę Dąbkowską i spłodzić syna Józefa. 
 

Niedawno ustaliłam, że jego żona - wdowa ponownie wyszła za mąż za Franciszka Gordona. 


Mieli 3 dzieci
(ptg pomorskie towarzystwo genealogiczne):
Kazimierza, Franciszka, Anoninę. 




Wpis poświęcony mini słownikowi łacińsko - polskiemu LINK
Są tam m.in. tłumaczenia żeńskich i męskich imion. 

Skany ślubów - strona Poznan Project.

Po kliknięciu na czerwone napisy przekierowuje do wpisów na tym blogu dotyczących danego tematu. 

sobota, 23 marca 2019

Przepisy o księgach metrykalnych.

     Pozwoliłam sobie skopiować ten tekst i zaprezentować go tutaj, bo jest bardzo ciekawy i pouczający, a nie każdy trafił/by na niego na stronie: szukajwarchiwach.pl.

"Obowiązek zapisywania w księgach udzielanych w parafiach rzymskokatolickich ślubów i chrztów wprowadził sobór trydencki 11 XI 1563 r. W księgach zaślubionych odnotowywano: imiona małżonków, świadków ślubu oraz dzień, miesiąc, rok i miejsce jego zawarcia. W księgach ochrzczonych wpisywano: imię i nazwisko dziecka, datę chrztu, imiona rodziców, dane rodziców chrzestnych i osoby udzielającej chrztu. Obowiązek rejestracji zgonów wprowadził "Rytuał Rzymski" z 1614 r. Proboszcza zobowiązano do prowadzenia ksiąg metrykalnych: ochrzczonych, bierzmowanych, zaślubionych, zmarłych i tzw. wykazu parafian. W Polsce przełomowe znaczenie miał prowincjonalny synod piotrkowski w 1607 r. W parafiach obowiązkowo prowadzono księgi: ochrzczonych, bierzmowanych, zaślubionych, komunikujących się na Wielkanoc i statystyk parafialnych. Rytuał Piotrkowski z 1631 r. wprowadził obowiązek prowadzenia ksiąg zgonów. Kodeks cywilny Napoleona z 1804 r. (wprowadzony w Księstwie Warszawskim w 1807 r.) uwzględniał świecki charakter małżeństwa, wprowadzał śluby cywilne, dopuszczał rozwody, sprawy małżeńskie oddawał sądownictwu powszechnemu. Dekretem Fryderyka Augusta z 27 I 1808 r. (obowiązujący od 1 V 1808 r. ) wprowadzono akta stanu cywilnego. Księgi mieli prowadzić urzędnicy świeccy. W praktyce, ze względu na brak odpowiednio wykształconych osób, zadanie to wykonywali duchowni. Na mocy dekretu z 23 II 1809 r. duchowni najpierw spisywali akt cywilny, a dopiero potem dokonywali obrządku religijnego. Prawo udzielania ślubów cywilnych i rozwodów powierzono także prezydentom i burmistrzom. Po 1772 r. w każdym z zaborów obowiązywały inne przepisy o księgach metrykalnych. W b. zaborze pruskim pierwsze księgi metrykalne pojawiły się w XVI w. Do końca XVIII w. miały charakter wyłącznie kościelny i ewidencyjny. Od 1 VI 1794 r., od wprowadzenia ogólnego prawa krajowego dla państw pruskich, księgi metrykalne nabrały mocy dokumentów publiczno - prawnych. Prawo krajowe zobowiązywało każdego obywatela do rejestracji urodzeń, małżeństw i zgonów we właściwej parafii. Akt małżeństwa zapisywano w księdze metrykalnej parafii, do której należała panna młoda. Duchownych wyznania katolickiego i ewangelickiego zobowiązano do dokładnego prowadzenia ksiąg urodzeń, małżeństw i zgonów oraz do sporządzania ich uwierzytelnionych odpisów. Odpisy były przechowane w sądzie I instancji, właściwym dla miejscowości należących do parafii. Wykonanie tych zadań do 1815 r. nadzorowały rejencje królewskie, a później urzędy rejencyjne. Kontrolę nad katolickimi księgami metrykalnymi sprawował także biskup diecezjalny. Jednolita rejestracja cywilna dla wszystkich wyznań została wprowadzona w Prusach w 1874 r. Jej prowadzenie powierzono specjalnym urzędnikom stanu cywilnego, mianowanym przez władze administracyjne. "

piątek, 22 marca 2019

Strona: szukaj w archiwach. Polecam!

     Z powodu obowiązków domowych, rodzinnych nie jeżdżę po Polsce i nie przesiaduję np. w archiwach w poszukiwaniu informacji o przodkach. Jak już kiedyś wspominałam ja bawię się w genealoga nie wychodząc z domu. Korzystam z internetu i tu znajduję mnóstwo ciekawych, bardzo przydatnych wiadomości o rodzinie.



Znowu przeglądam skany na stronie: szukaj w archiwach. Wiem, że to duplikaty, ale mnie to nie przeszkadza. Polecam ją osobom, które chciałyby np. zobaczyć jak wyglądają dawne zapiski księży odnośnie: narodzin, ślubów, zgonów. To pismo, te sformułowania, ta różnorodność, pisownia... Raz łacina, raz język polski. Czasem ładne, czytelne pismo, czasem takie, że nawet w aptece by tego nie rozszyfrowano. Uwielbiam to przeglądać. Wpisuję: "Wtelno", wybieram: "Tylko jednostki/zespoły ze skanami" i poznaję życie moich przodków, kto kiedy się urodził, kto ochrzcił i kto był rodzicami chrzestnymi, kogo poślubił, ile miał dzieci (z prawego i nieprawego łoża), kiedy i na co umarł. Można poznać zawody rodziców, najczęściej ojców.

środa, 13 marca 2019

Imiona w moim drzewie genealogicznym.

Imiona w moim drzewie genealogicznym.


Popularne imiona alfabetycznie. 
Im większa czcionka tym bardziej popularne imię. 
Męskie: Jan, Józef, Franciszek, żeńskie: Marianna, Anna, Katarzyna. 

Imiona w dawnej Polsce część II.

   
     W poprzednim wpisie była mowa o nadawaniu imion i ogromnej roli duchowieństwa w tej kwestii.
     Rodzic zgłaszał narodziny dziecka. Robiono to bardzo szybko. Czasem tego samego dnia, czasem następnego. Raczej rzadko po kilku dniach (no chyba, że kobieta urodziła nieślubne dziecko i musiała dojść do siebie po porodzie zanim dotarła do księdza). Zazwyczaj przychodził ojciec, bo kobieta była w połogu. No i jeszcze z innego powodu - obowiązywało przekonanie o nieczystości matki. 40 dni nie miała wstępu do kościoła.
     Jeden rodzic miał wybrane imię, inny nie. Gdy przychodził zgłosić narodziny córki, która przyszła na świat, czy była chrzczona w okolicach święta maryjnego (Zwiastowanie NMP, Wniebowzięcie NMP, Matki Boskiej Siewnej) ksiądz dobrodziej mógł zasugerować nadanie dziewczynce imienia Marianna, Maryanna substytutu imienia Maria. Imię Maria długo było wręcz zakazane. Kojarzyło się z Matką Boską, było zarezerwowane tylko dla niej - taki wyraz religijnego szacunku. Gdy ktoś chciał nadać dziecku to imię wielu księży odpowiadało, że Maria jest tylko jedna i wpisywali do ksiąg Marianna.
     I przez to teraz genealolodzy mają problem, bo gdzieniegdzie jest wpisana Marianna, a gdzieś indziej Maria. Urodziła się jako Marianna, rodziła dzieci raz jako Maria, raz jako Marianna, a umierała jako Marcjanna. Zależy co dany ksiądz odnotował.
     Sporo kłopotów można mieć też z powodu imion: Maciej (Matthias) i  Mateusz (Matthaeus). Chodzi o duże podobieństwo pisowni. Jeśli ksiądz niewyraźnie pisał to trudno rozszyfrować o które imię chodzi. 
Problematyczne jest również imię Adalbert powszechnie akceptowane, tłumaczone jako Wojciech. Czy słusznie? od dawien dawna trwają spory. 
Stephanus według jednych oznacza Szczepana, według innych Stefana. Tak jak i bywa różnie z tłumaczeniem imienia Laurentius. 
     Księża preferujący pewne imiona bardziej niż inne wprowadzali zamęt. Nadawali "hurtowo" np. imię Marianna, czy biblijne/świętych/apostołów/ewangelistów i te w połączeniu z jakimś popularnym nazwiskiem sprawiały, że było kilka osób tak samo nazywających się.  


Imiona w dawnej Polsce część I.


     Przy okazji tworzenia drzewa genealogicznego zainteresowała mnie kwestia nadawania imion. W Polsce każdy Polak ma imię i nazwisko. Imię wybierają rodzice (opiekunowie prawni), nazwisko jest po nich dziedziczone. Rodzice kierują się upodobaniami, modą, nadają imię po babci, dziadku, czy po kimś dla nich ważnym, szczególnym. Imię na ogół jest niezmienne przez całe życie.

     Dawniej nie było takiej dowolności nadawania imion. No i nie było aż tylu do wyboru. Zasób używanych i kryteria ich nadawania zmieniał się w zależności od: statusu społecznego i materialnego rodziny, tradycji rodowej, kultów religijnych i narodowych. Duży wpływ miało duchowieństwo. Rola księdza, który zastępował urząd stanu cywilnego dawała mu władzę. Miało to wpływ na nadawane imiona, ich popularność, zapiski w księgach parafialnych.
Przychodził niepiśmienny chłop zgłosić narodziny dziecka i nie miał pewności, że przeforsuje swoją propozycję imienia dla niego. Ksiądz mógł zasugerować albo i narzucić inne. Wpisał co chciał i chłop nie miał na to wpływu. Proboszczowie parafii Jana Chrzciciela, czy Piotra i Pawła mogli być zwolennikami imion patrona kościoła, aktywnymi promotorami kultu: Jana, Piotra, Pawła. Imiona apostołów, ewangelistów, męczenników, świętych były bardzo popularne, a czasem i jedynymi dopuszczalnymi. Ksiądz mówił do chłopa, że jego syn urodził się w dniu, gdy przypadały imieniny Stanisława i takie imię otrzymywało dziecko. Chłopi raczej nie polemizowali z wykształconym przez to – według nich - lepiej wiedzącym. No chyba, że uparli się by syn/córka otrzymał/a imię po ojcu/matce. Ale na to proboszcz też mógł się zgodzić, albo i nie.
Kreatywność księży, ich konserwatyzm, upodobania (do np. imion podwójnych Jan Baptysta), fascynacja postaciami historycznymi miały wpływ na nadawane imiona.
Inne imiona otrzymywały dzieci szlachty, dziedziców, a inne chłopów, parobków. Chodzi tu o wcześniej wspomniany status społeczny i materialny, ale także o tradycje rodowe.
     Teoretycznie rodzic miał zgłosić narodziny swojego dziecka u księdza w swojej parafii, ale zdarzało się, że musiał zrobić to w innym kościele. Ksiądz wyjechał, zachorował, zaniemógł, złamał rękę i nie był w stanie pisać, albo do tego drugiego kościoła rodzic miał po prostu bliżej i dlatego teraz genealodzy mogą mieć problemy. Dlaczego? Bo nie zgadza się to co wiedzą o swoim przodku z tym co odnotowano w księgach. 2 różne parafie. 
A tak przy okazji - w innej parafii mogły obowiązywać inne imiona. Ksiądz z tej drugiej mógł być bardziej kreatywny, mógł wprowadzać inne, mniej znane imiona. Mógł być miłośnikiem, zwolennikiem np. żeńskich odpowiedników imion męskich; Aleksandra, Józefa, Julianna, Karolina, Stanisława, Franciszka, Ludwika, itp.

     Dawniej nadawano polskie imiona, a nie jakieś dziwne, obco brzmiące. Wtedy ksiądz nie dopuściłby żeby Polak miał na imię Brajan, Dzesika, Kewin, Wanessa.

wtorek, 12 marca 2019

Rodzina ze strony mojej prababci Marty Brony, żony Piotra Spychalskiego (mojego pradziadka).


Stanisław Kończak + Katarzyna Masłowska
                Konstancja Kończak
                Andrzej Kończak
                Magdalena Kończak + Tomasz Michalski
                               Marianna Michalska + Wawrzyn/Wawrzyniec Stefaniak
                               Franciszek Michalski + Zuzanna Bajer
                Franciszka Kończak + Jan Cegielski
                               Ludwika Cegielska + Wojciech Brona (Antoni, Marianna Gryczkowianka)
                                               Agnieszka Brona + Jan Jurgoński
                                                               Katarzyna Jurgońska + Bolesław Kroll
                                                               Marianna Jurgońska + Stefan Zwierzykowski
                                                                               Józefa Zwierzykowska
                                                                               Stefan Zwierzykowski + Bronisława Plewa
                                                                               Sylwester Zwierzykowski + Jadwiga Polowa
                                                                                              Andrzej Zwierzykowski
                                                                               Tadeusz Zwierzykowski
                                                                               Jan Zwierzykowski
                                                                               Regina Zwierzykowska + Czesław Kowalski
                                                                                              Wojciech Kowalski
                                                                                              Krzysztof Kowalski
                                                                                              Janina Kowalska
NN (płeć żeńska)
                                                                               Bronisław Zwierzykowski + NN
                                                                                              Jerzy i 3 córki (NN)
                                                               Franciszek Jurgoński
                                               Franciszek Brona            
                                               Stefan Brona
                                               Marianna Brona + Antoni Jurgoński
                                                               Rozalia Jurgońska + Franciszek Gordon
                                                               Stanisław Jurgoński
                                                               Anna Jurgońska
                                               Marianna Brona + Tomasz Kaczka
                                               Józef Brona
                                               Stanisław Brona + Katarzyna Latos          
                 Franciszka (Kończak) Cegielska + Bartłomiej Poznański (II mąż; wdowiec)

Stanisław Brona i Katarzyna Latos to rodzice Marty Brony, żony Piotra Spychalskiego. Marta i Piotr to rodzice m.in. mojego śp. dziadka Czesława Spychalskiego z Bydgoszczy.

wtorek, 5 marca 2019

Metoda tworzenia, a potem łączenia mini drzewek.

     Moje drzewo genealogiczne rozrasta się dzięki stosowanej przeze mnie metodzie tworzenia, a potem łączenia mini drzewek. To przypomina układanie puzzli. Po lewej powstaje jedna część obrazka, po prawej druga, a na koniec jeden klocek, czy 2 łączy wszystko w całość.

     Zbieram informacje o Spychalskich z Bydgoszczy i pobliskich wsi , spisuję to, wklepuję do programu MyHeritage Family Tree Builder, rozrysowuję w formie mniejszych lub większych drzewek, drzew.

Przykład.
Wchodzę na stronę: geneteka.genealodzy.pl, wpisuję interesujące mnie nazwisko (Spychalski lub Spychalska), zaznaczam "wyszukiwanie dokładne" i przeglądam najpierw "Urodzenia" potem "Małżeństwa".




Po lewej jest imię dziecka i rok narodzin. Obok, na środku - niestety nie zawsze - są dane rodziców.
Te informacje rozrysowuję w formie mini drzewka. Ojciec plus matka, poniżej ich dzieci.

Wybieram zakładkę: "Małżeństwa" i do moich mini drzewek dopisuję kolejne informacje.
Kacper Spychalski - syn Jana i Wiktorii Pukownik poślubił (w 1857) Mariannę Smolarek. Jan i Wiktoria mieli jeszcze syna Jana, który (w 1872) ożenił się z Marianną Osmólską.
Z poniższej tabelki wynika również, że syn Jana i Marianny Osmólskiej Wojciech (w 1900) poślubił Wiktorię Wojciechowską.



A czego można dowiedzieć się o córkach wyżej wspomnianych rodzin?


Franciszka Spychalska - córka: Kacpra i Marianny Smolarek została (w 1883) żoną Franciszka Skibińskiego, a jej siostra Józefa (w 1894) poślubiła Bolesława Krakowskiego.
2 córki Jana i Marianny Osmólskiej też zmieniły stan cywilny. Jedna panna Spychalska - Anna wyszła (w 1897) za Jakuba Majewskiego, druga - Józefa poślubiła (w 1904) Józefa Bartczaka.

W ten sposób powstało całkiem spore mini drzewko. Ustalam i dopisuję resztę dzieci.
Tak postępując stworzyłam jeszcze kilka drzewek Spychalskich.
Doszłam do lat 1700 i czym bardziej drążę temat mojej rodziny, przodków tym więcej tych mini drzewek łączy się w jedną, większą całość.