środa, 13 lutego 2019

Na początku zaskoczyło mnie...

     Gdy rozpoczęłam poszukiwania przodków zaskoczyło mnie kilka rzeczy.

1) Łacińskie imiona i czasem zapisy w księgach też w tym języku.

Na szczęście z pomocą przychodzi internet. Można znaleźć spisy łacińskich imion, przyczyny śmierci, nazwy chorób, itp. i ich tłumaczenia.


2) Dotarłam do lat 1700. Wtedy niewiele imion było do wyboru. Dlatego, gdy np. zmarła córka o imieniu Marianna, często kolejna córka otrzymywała to imię. 

3) Wdowcy/wdowy bardzo szybko ponownie brali/ły ślub. Takie czasy. Mężczyzna chętnie poślubiał wdowę z dziećmi, bo miał pomoc w polu i opiekę dla swoich pociech, a kobieta zyskiwała kogoś kto zapanował nad jej dziećmi z poprzedniego związku i źródło utrzymania.

4) Rodzili się w Byszewie lub Wtelnie, tam byli ochrzczeni i poślubiali ludzi ze swojego najbliższego otoczenia. Tu też umierali. Raczej nie opuszczali przez całe życie swoich wsi. Żony/mężów poznawali u sąsiadów, podczas uroczystości rodzinnych (ślubów, chrztów, pogrzebów). 
W moim drzewie nie brakuje małżeństw na zasadzie: dwóch braci z jednej rodziny poślubiło 2 panie - siostry z innej rodziny. Albo brano ślub z krewną/krewnym ze strony swojej matki/swojego ojca. 
Zdarzało się, że nieślubne dziecko adoptowała siostra matki (czyli ciocia) dziewczyny, która je urodziła. Wszystko zostawało w rodzinie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz